Informacje


Komiksowa HERstoria Polski i Hiszpanii

Od lewej: Beata Sosnowska, Olga Nowak

Autor informacji: Julia Gierczak
2017-01-05 17:06:08 / Przeczytano 1137 razy

 

Olga Nowak jest iberystką, literaturoznawczynią. Komiks jest jednym z gatunków, które interesują ją w pracy badawczej. Beata Sosnowska, jako interdyscyplinarna artystka, tworzy portrety procesualne i rysuje komiksy. Dzięki współpracy tych dwóch osobowości powstaje właśnie pierwszy polsko-hiszpański kobiecy album komiksowy. 

 

Julia Gierczak: Obie na pewnym etapie życia byłyście lub jesteście związane z Trójmiastem. Beata mieszkała tutaj i tworzyła przez wiele lat, a Olga przyjechała niedawno, obejmując stanowisko wykładowczyni na Uniwersytecie Gdańskim. Jednak poznałyście się dopiero w Warszawie. Czy możecie opowiedzieć o tym spotkaniu i pomyśle współpracy?

 

Beata Sosnowska: Spotkałam Olgę na imprezie po Paradzie Równości. W sumie było to dla mnie ważne wydarzenie, bo godzinę później poznałam moją obecną dziewczynę. Olga przyjechała tu na zaproszenie koleżanki, ja przeżywałam kryzys związany z moim działaniem w teamie komiksowym. Okazało się, że Olga zna hiszpański, jest z Gdańska i chce zajmować się komiksem. Mnie natomiast bardzo interesuje szukanie kobiet, które są związane ze sztuką, w tym ze sztuką komiksu, a także tych, które są teoretyczkami komiksu, gdyż tych w Polsce jest dosłownie kilka. Dobrze rozmawiało mi się z Olgą i podczas spotkania stanęło na tym, że możemy zrobić coś wspólnie na szerszą skalę. Umówiłyśmy się, że się odezwę, gdy będę w Gdańsku.

 

JG: Spotkały się dwie perspektywy – działającej od lat artystki, myślę, że też aktywistki, oraz badaczki. Czy wcześniej myślałyście o tego rodzaju współpracy?

 

Olga Nowak: Przedstawiła nas sobie wspólna koleżanka, która wiedziała, że interesuję się komiksem, ale także, że rok wcześniej w Barcelonie miałam okazję poznać kolektyw hiszpańskich komiksiarek.

 

BS: Co mnie ogromnie podekscytowało, gdy o tym opowiedziałaś.

 

ON: W 2014 roku wybrałam się na międzynarodowy festiwal komiksu, który odbywał się wówczas w Barcelonie. I dopiero tam dowiedziałam się, że nie tylko są w Hiszpanii kobiety (całkiem sporo!), które rysują i z powodzeniem wydają, ale, co więcej, istnieje także kolektyw Autoras de Cómic. Bardzo mnie to zaciekawiło, choć z powodu wielu zobowiązań zawodowych zapomniałam o tym na jakiś czas. Aż tu nagle w Warszawie, właściwie przypadkiem poznaję Beatę, która tworzy komiksy. Mnie to dopiero podekscytowało!

 

JG: Czy już tamtej nocy wybrałyście temat przewodni projektu – motyw krwi, czy koncept narodził się później?

 

BS: Nie, pomysł pojawił się, gdy przyjechałam do Gdańska. Byłam z koleżanką, chyba jechałam na wakacyjny wypad do Ustki i po drodze udało nam się umówić na spotkanie. Dodam jeszcze, w nawiązaniu do tego o co zapytałaś, że dla mnie ważna jest konfrontacja tego, co robisz, z czyjąś analizą. Mało jest u nas w Polsce rzetelnych opracowań twórczości kobiet. Rysowniczki są porozrzucane po różnych częściach kraju. Nie mają gdzie i jak przyłączyć się do jakiejś grupy, jej postulatów, nurtu myślenia czy światopoglądu. Praca analityczna może sprawić, że komiks znajdzie swoje osadzenie w kulturze, do tego  widzianej z perspektywy odmiennej niż patriarchalna, i stanowić punkt odniesienia dla poszukiwań rysowniczek. Dlatego wizja opowiedzenia o doświadczeniu krwi osadzonym w symbolice dwóch krajów – Polski i Hiszpanii – wydała mi się ogromnie interesująca.

 

ON: Opowiedziałam Beacie o barcelońskim odkryciu i oniemiałam z zachwytu, dowiadując się, że również w Polsce istnieje kolektyw rysowniczek. Jednak sama idea zrobienia „czegoś” wspólnie pojawiła się już chyba tamtej nocy, podczas imprezy. A potem plaża. I „burza mózgów” na ręczniku.

 

BS: Ty, Olga, przyjechałaś rowerem. Usiadłyśmy w Klipperze (lokalna tawerna – dop. red.), zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co mogłybyśmy zrobić wspólnie i snuć opowieść o krwi.

 

JG: Z tego, co wiem, Beato, udzielałaś się w różnorodnych środowiskach komiksiarek. Czy możesz krótko opowiedzieć o swoim obecnym kolektywie, który tak zainteresował Olgę?

 

BS: Przede wszystkim kolektyw jest wspólny, nie jest mój, aczkolwiek mocno się z nim identyfikuję. Nazwałyśmy go Dream Team. Nasz team istnieje już cztery lata. Jego idea narodziła się zaraz po moim przyjeździe do Warszawy, gdzie nie miałam swojego miejsca, czułam się nowa, zagubiona. Splot różnych okoliczności sprawił, że zorganizowałyśmy się z czterema koleżankami. Wtedy jeszcze słabo się znałyśmy, ale zaczęłyśmy na spontanie pracować nad wspólnym albumem Tak, super, i tak to się potoczyło. Potem prowadziłyśmy warsztaty dla różnych grup wykluczonych ze społeczeństwa, wystawy prezentujące nasze prace, niekoniecznie związane tylko z komiksem, ale wszystko pod szyldem Dream Teamu, założyłyśmy też stronę. Team wciąż istnieje, ale w innym składzie, koleżanki z pierwszego teamu poszły swoją drogą twórczą, dołączyły nowe dziewczyny, ale cały czas jest to bardzo przyjacielska współpraca. Jeśli chodzi o mnie, postanowiłam mniej działać na rzecz grupy, a bardziej w swoim imieniu, zapraszając inne kolektywy do współpracy, w tym oczywiście Dream Team. W sumie i Olga, i sam pomysł na ten album też pojawiły się w momencie mojego zakrętu życiowego.

 

ON:  Nie jestem komiksiarką, nie rysuję i nie piszę scenariuszy, ale zafascynował mnie sam fakt istnienia takich kolektywów w całej Europie. O „polskim komiksie kobiecym" wiedziałam tylko tyle, że w 2012 roku powstała antologia Polski Komiks Kobiecy. Kilka lat później, już po obronie wróciłam do swojej fascynacji komiksem i zaczęłam przyglądać się kwestii pamięci, postpamięci i powrotów do traum, zarówno tych narodowych, jak i osobistych – to obecnie najbardziej popularne tematy w komiksie hiszpańskim i powieści graficznej w ogóle. Nie tylko hiszpańskiej. Łącząc moją wiedzę z pomysłami Beaty, zauważyłyśmy, że temat krwi wpisuje się we wspomnianą tendencję w komiksie. Temat krwi, choć był już oczywiście poruszany w sztuce feministycznej (także w komiksie), to jednak nigdy tak obszernie, nigdy pod tym kątem i nigdy we współpracy z twórczyniami z innego kraju.

 

 

 

BS: Kiedy Olga mi to wszystko powiedziała, zwariowałam. Brakowało mi w dotychczasowej współpracy takiej perspektywy. Wcześniej działałam w środowiskach feministycznych, ale na zasadzie: „bierzecie mój talent”. Po latach perspektywa feministyczna, w tym temat krwi i przywracania mu miejsca w panteonie patriarchatu, wydały się niewystarczające i mocno wyeksploatowane. W dziewczyńskich zinach czy na spotkaniach tzw. kobiecych kręgów jak najbardziej pojawiała się krew menstruacyjna, mocno związana z seksualnością kobiety. Dlatego gdy Olga zaczęła mówić o szerszym kontekście komiksu, zaczęłam szukać także innych kontekstów. Czym jest krew w naszej mowie, jak mocne piętno odcisnęła na religii, zarówno w jej ikonografii, jak również w pozaestetycznym sensie. Czym jest krew dla nas osobiście? Nosicielką życia, tlenem, dziedzictwem genetycznym? Co za tym dokładnie stoi?

 

ON: Fascynujące jest nawiązanie do motywu krwi właśnie w Polsce i Hiszpanii – krajach naznaczonych wojnami, reżimem i dyktaturą, traumatyczną historią wciąż niedostatecznie przepracowaną, jeśli chodzi o perspektywę kobiet – uczestniczek.

 

BS: Jak się okazało, dziewczyny z Hiszpanii też miały przesyt tej „menstruacyjnie” rozumianej perspektywy feministycznej. Stąd pojawiło się hasło: „osobiste doświadczenie”.

 

ON: A ja pomyślałam: „fantastycznie! Będzie komiksowa HERstory dwóch krajów tak odległych, a jednak pod wieloma względami tak podobnych!”.

 

JG: To bardzo ciekawe, bo jednocześnie jakoś dyskutujecie z tradycją (też swoistą tradycją feministyczną) i próbujecie spojrzeć na nią w autorski sposób.

 

BS: Wiesz, to jest też konfrontacja ze swoimi wyobrażeniami o samym temacie, oraz o formie pracy nad projektem. Okazało się, że zaproszone w Polsce dziewczyny nie chcą historycznego wymiaru, ale raczej tego bardziej intymnego, związanego z genami, religią, dziedziczeniem traumy po przodkach. Są też dziewczyny, które wprost mówią: „feministyczna perspektywa jest mi nieznana, nie mam teoretycznego przygotowania”. A ja pomyślałam, że to świetnie.

 

ON: Właśnie to mam na myśli, mówiąc „HERstory”, bo to intymna historia na tle tej narodowej, wpisuje się przecież w kontekst kulturowy obu krajów, wychodzi od korzeni, operując symboliką. Prawda, Beata?

 

BS: Tak. Jeśli chodzi o metodykę pracy, nasza grupa spotyka się regularnie, raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. Rozmawiamy o swoich konceptach i, co ważne, o stronie formalnej. Chcemy uniknąć dosłowności, ale także – estetyzacji krwi, chyba że o tym będzie dana historia. Dzięki Oldze udało nam się zorganizować rozmowę na Skypie z Susanną (Susanna Martin, twórczyni komiksowa z Hiszpanii, uczestniczka projektu – dop. red.). Olga, ze swoim zdaniem, stanowiła tutaj mądre łącze między naszymi językami. Otóż ustaliłyśmy ilość uczestniczek po stronie polskiej i po stronie hiszpańskiej. Ustaliłyśmy także ilość stron, jaka ogółem przypadnie na każdą artystkę, jakich kolorów użyjemy. Oczywiście przedstawiłam dziewczynom z Hiszpanii nasze sugestie dotyczące tematów, do których odniosła sie Susanna po konsultacjach z dziewczynami w swoim zespole. Okazało się, że rysowniczki z Hiszpanii są mocno zapracowane i mają inne zobowiązania, toteż pomysł, aby na etapie rysowania podjąć dyskusję komiksową, odpada. Przyjęłyśmy więc wariant, w którym ustalamy terminy i każda, znając zakres tematyczny, rysuje swoje historie. Sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie. Nie wiem, na ile dziewczyny z Hiszpanii czują ten temat, ani co chcą narysować. Oczywiście mamy zamkniętą grupę na Facebooku, gdzie przedstawiłyśmy się sobie i będziemy wrzucać wszelkie inspiracje czy szkice.

 

JG: Czy widzicie różnice między systemami, w jakich pracują polskie i hiszpańskie artystki? Czy mają szansę utrzymywać się z rysowania lub pisania scenariuszy komiksowych?

 

BS: W Polsce na pewno nie. Nie utrzymamy się z tego. Jesteśmy podwójnie zmarginalizowane: jako artystki w polskiej mainstreamowej sztuce i jako rysowniczki w środowisku komiksowym. Tym bardziej, że komiks w rozumieniu naszej grupy to bardzo szerokie pojęcie, nie trzymamy się tzw. kratek ani sekwencyjności charakterystycznej dla komiksu. Dream Team wydał w Centrali Prace i robótki, mało konwencjonalne dzieło, kompletnie zignorowane przez środowisko i nazwane mało komiksowym. A przecież mówiło o doświadczeniu braku pracy, jej szukania i utraty, coś, czego jeszcze nikt nie opowiedział w polskim komiksie, do tego w takiej formie. Rysowałyśmy opowieści koleżanek, a one rysowały nasze. Była tam i surrealistyczna formuła i czysto narracyjna, impresyjna i anegdotyczna. Po rozmowach z Susanną odnoszę wrażenie, że w Hiszpanii dziewczyny są bliższe komiksowej konwencji i lepiej zorganizowane. U nas dominuje jednak „artystyczny flow”, co wcale nie musi być złe, jest po prostu inne i mam nadzieję,  że będzie stanowić dodatkowy walor w albumie o krwi.

 

 

JG: Czy to znaczy, że jako polskie komiksiarki wyrastacie ze sztuk wizualnych?

 

BS: Tak, zdecydowanie tak. Chociaż zaprosiłam dwie nowe dziewczyny: Anię Krztoń i Zavkę, które są bardziej związane ze światem komiksu oraz jego formalną stroną, przy tym są bardzo pracowite i szukają różnych przestrzeni dla zaistnienia, również za granicą. Pozostałe z nas parają się także innymi dziedzinami sztuki: animacją artystyczną, ilustracją, wideo, rysunkiem klasycznym, instalacjami...

 

JG: Jak to wygląda z twojej perspektywy, Olgo, kiedy patrzysz na hiszpańskie autorki? Można w tym wypadku mówić o jakimś systemie i konwencji bardziej, nazwijmy to, narracyjno-komiksowej?

 

ON: Tak, wydaje się, że tak. Po pierwsze dlatego, że komiks przeżywa w Hiszpanii obecnie swój boom. Hiszpański komiks to gatunek, który jest jakby przedłużeniem, czy raczej wyrasta z tradycji szkoły francuskiej i belgijskiej. Jak wiadomo, są to kraje będące kolebką europejskiego komiksu.

 

JG: Czy autorki – kobiety od początku są w niej mocno obecne?

 

ON: Dziewczyny w Hiszpanii tworzą i publikują, ale, o ile wiem, musiały i nadal muszą walczyć o swoją przestrzeń w komiksowym mainstreamie. O pewnym wykluczeniu świadczy, w mojej opinii, sama potrzeba tworzenia tego typu kolektywów kobiecych.

 

BS: Hiszpański kolektyw jest znacznie liczebniejszy; należy do niego 200 autorek, podczas kiedy ten w Polsce zrzesza osiem osób.  W Polsce brakuje wspólnotowej świadomości. Każda sobie rzepkę skrobie i czeka, aż gdzieś ktoś zaprosi ją do projektu. Istnieje ogromna potrzeba tworzenia takich nieformalnych grup w Polsce, żeby rysowniczki przynajmniej wiedziały o sobie nawzajem.

 

ON: Tak, do hiszpańskiego kolektywu należy ok. 200 twórczyń: graficzek i plastyczek, publikujących, oczywiście z różnym powodzeniem, ale jednak publikujących i zarabiających na tym. Jednak to mężczyźni dominują w hiszpańskich księgarniach, których półki uginają się zresztą pod ciężarem pojawiających się wciąż nowych albumów, zarówno hiszpańskich, jak i świetnych tłumaczeń komiksów zagranicznych. Wydaje się, że dziewczyny w Hiszpanii chcą przebić się do mainstreamu, jednak nie uciekając od tematów kobiecych, feministycznych, lesbijskich. Ale też w ogóle mniejszościowych, takich jak np. imigranci, ofiary wojny, przez co, być może tracą na popularności uchodząc za mniej uniwersalne niż ich koledzy. Dla mnie ten projekt stanowi tak naprawdę początek badań na ten temat. Początek i pretekst, by przyjrzeć się także rynkowi wydawniczemu. Myślę, że bardzo ciekawa jest tutaj nasza potrójna perspektywa: rysowniczek polskich, rysowniczek hiszpańskich, specyfika obu tych krajów, ale także moja, osoby stojącej niejako z boku, w roli obserwatorki z zewnątrz, badaczki. Jakiekolwiek wnioski będę w stanie wyciągnąć dopiero za jakiś czas.

 

BS: Dla mnie bardzo interesujące jest to, że nie da się przewidzieć efektu naszej pracy, a co za tym idzie, nie wiemy, jaki będzie ostateczny wydźwięk projektu. Zastanawiam się, jak opowiemy swoje osobiste doświadczenie „kultury krwi”, jakich finalnie użyjemy środków plastycznych (a wśród nich będzie np. fotografia). To też powie coś o kulturowych kontekstach. Mam nadzieję, że całość okaże się spójna dla czytelnika. To jednak, jako że mam troszkę anarchistyczną naturę, pozostaje dla mnie kwestią drugorzędną.

 

ON: A jednak ten album ma być przede wszystkim kulturowym dialogiem. Co z kolei dla mnie – Polki i iberystki – jest właśnie najciekawsze.

 

JG: Myślę, że ewentualna niespójność też mogłaby być interesująca. Niezależnie od energii, pomysłu i woli wszystkich zainteresowanych, pojawiają się nieuchronnie czynniki rynkowe, które same wywołałyście przed chwilą. Zapytam więc wprost o źródła finansowania projektu. Domyślam się, że nie myślicie o broszurze, tylko o porządnej publikacji, która raczej będzie obszerna. To spory koszt.

 

BS: Wydamy album o objętości 120/160 stron. Pozostaje nam kwestia znalezienia ewentualnego tłumacza, wydawcy, pieniędzy na druk, skromnych honorariów, no i promocji. Ta będzie bardzo ważna.

 

ON: Odpowiem wprost: szukamy sponsora.

 

JG: Na koniec chciałabym wrócić do sfery waszych bardziej osobistych doświadczeń. Olga wspominała, że w 2012 odkryła pierwszą antologię polskich autorek komiksu. Jakie jest wasze pierwsze, formacyjne (jeśli to nie za duży patos) doświadczenie – kontakt z kobiecym komiksem?

 

BS: Pierwszy kontakt z komiksem rysowanym przez kobietę miałam przy okazji realizacji własnego komiksu lesbijskiego. Muszę tutaj dodać, że wcześniej, tj. sześć – siedem lat temu, nie zaczytywałam się w komiksach. One po prostu pojawiły się na kolejnym etapie mojego rozwoju twórczego. Najpierw rysowałam sama, a dopiero potem zaczęłam szukać innych rysowniczek. Najpierw powstały Martwe ptaszki do tekstu Agnieszki Weseli, które wydałam w Bostońskich małżeństwach.

 

 

 

To była moja jedyna próba wydania czegoś lesbijskiego w Polsce. Potem pojawiły się inicjatywy feministycznych grup nieformalnych, gdzie byłam zapraszana do rysowania i przy okazji poznawałam inne rysowniczki. Naturalną koleją rzeczy było to, że zaczęłam mocniej interesować się komiksem rysowanym przez kobiety oraz tym, czy i jak się różni od komiksu tworzonego przez mężczyzn.

 

ON: Kiedy zetknęłam się z polską antologią, pomyślałam: „ciekawe". Nie ma przecież męskich antologii. Kiedy pojechałam do Barcelony, pomyślałam: „cholera, jest podział, jest wykluczenie. Dlaczego? Czy na pewno? Czy jest potrzeba? Czy to nie gettoizacja?". Teraz będę mogła odpowiadać sobie i innym na te pytania. Co ciekawe, czytywałam komiksy już lata wcześniej, nie zadając sobie jednak tego kluczowego pytania: „dlaczego większość z nich tworzona jest przez mężczyzn?". W ogóle o tym nie myślałam, choć brakowało mi przecież kobiecych wątków, które stworzone by były przez kobiety. Oczywiście wyjątek stanowią tu Satrapi, Bechdel czy Marzena Sowa, a także kilka innych. W każdym razie mniejszość.

 

BS: Zazwyczaj wygląda to tak, że najpierw czytasz, oglądasz, a potem zaczynasz zadawać pytania i włącza się krytyczne myślenie.

 

JG: Dziękuję serdecznie za rozmowę i niecierpliwie czekam na rozwój projektu!

 

Beata Sosnowska – graficzka, malarka, rysowniczka komiksów i ilustracji, multimedialna poetka, realizatorka filmowa. Członki dziewczyńskiego kolektywu rysunkowego Dream Team. W swoim dorobku ma realizację multimedialnego tomiku poezji, udział w wystawach i performensach. Współpracowała z UFĄ, Pomadą, Porozumieniem Kobiet 8 Marca i innymi organizacjami pozarządowymi. Obecnie zajęła się rysowaniem komiksów o tematyce LGBT i społecznej. Więcej: www.beatasosnowska.pl

 

Olga Nowak – iberystka, literaturoznawczyni. Absolwentka UJ, obecnie adiunkt w Instytucie Filologii Romańskiej UG. Jej rozprawa doktorska dotyczyła hiszpańskich powieściopisarek debiutujących w latach 90. XX wieku i należących do tzw. pokolenia X. Pasjonatka komiksu, w tym twórczości kobiet. Planuje szerzej zakrojone badania na temat hiszpańskiego komiksu tworzonego przez kobiety. Jedna z inicjatorek wydania polsko-hiszpańskiego kobiecego albumu komiksowego we współpracy z Beatą Sosnowską, Susanną Martin oraz zaproszonymi przez nie artystkami.

send mail
facebook

Film z YouTubex
Wyślij informację e-mailemx
Tutaj możesz zawiadomić znajomego o ciekawej informacji, lub inną osobę, o której wiesz, że jest zainteresowana tą tematyką.
Tytuł informacji: Komiksowa HERstoria Polski i Hiszpanii
*Komentarz nadawcy:
Wpisz znaki widoczne poniżej na obrazku zachowując odpowiednią wielkość
Reload Image
Captcha image
Rubryki zaznaczone (*) są wymagane