--> Nasze ciała, nasze życie - Listy kobiet
Listy kobiet

O aborcji

Zaszłam w ciążę, gdy miałam 30 lat. Właśnie rozeszłam się z facetem, z którym nie zamierzałam marnować sobie życia. Gdy zobaczyłam wynik testu, pierwsze dwie godziny przepłakałam. Potem już wiedziałam, co robić. Nie musiałam podejmować żadnej decyzji, bo ona była już we mnie gotowa - aborcja. Chciałam mieć dziecko, ale na pewno ani z nim, ani sama. Nie za wszelką cenę.
Powiedziałam o wszystkim ex-facetowi, i kilku najbliższym kobietom. One były dla mnie największym wsparciem. Żadnego: "sama jesteś sobie winna", " dlaczego nie zadbałaś o antykoncepcję?". Były absolutnie po mojej stronie. Ogromnie dużo im zawdzięczam - miałam trudny okres, bałam się powikłań.
Aborcja jest zakazana w naszym kraju, więc bałam się pytać. Wsparcie psychiczne miałam u przyjaciółek, ale kogo spytać o konkrety, ryzyko, metodę (próżniową czy klasyczną skrobankę)? Im więcej wiem, tym mniej się boję, ale skąd wziąć tę wiedzę? Większość publikacji straszy, a ja i tak byłam wystraszona. Bardzo pomogła mi ulotka z jakiejś feministycznej manifestacji "Mity i fakty nt. aborcji", a zwłaszcza informacja, że aborcja (wykonana przez specjalistów w dobrych warunkach) jest 10 razy mniej ryzykowna niż poród!
Na zabieg czekałam ponad trzy tygodnie - nie można wyskrobać zbyt wczesnej ciąży. Na metodę próżniową się nie zdecydowałam, choć pewnie bym ją wolała. Lekarz, który robił zabieg tą metodą (polecany!) traktował mnie z taką pogardą i wyższością, że mu podziękowałam. Miałam wybór, bo mogłam pożyczyć pieniądze.
Bałam się też demona poczucia winy, który miał na mnie spaść (i nie opuścić mnie już do końca życia). Pierwsze zdziwienie (prawie szok) przeżyłam, gdy przeczytałam w książce (świat bez kobiet Agnieszki Graff), że niektóre kobiety po usunięciu ciąży czują ulgę. I powoli zaczynałam rozumieć manipulację, jaką się na nas dokonuje. Oczywiście kobiety mogą różnie przeżywać usunięcie ciąży, ale przekaz jest taki, że i tak mają poczucie winy. A co jeśli ja nie miałabym tego poczucia winy? Byłabym potworem nie człowiekiem! To już lepiej mieć to poczucie winy, ale czuć się "normalną" kobietą. Uświadomienie tego wszystkiego bardzo mi pomogło.
Minęło 7 miesięcy od zabiegu. Nie miałam i nie mam poczucia winy. Nie ogłaszam tego wszem i wobec, ale mogę o tym mówić - to nie jest zakazany temat. Chcę pamiętać - dla siebie i dla innych kobiet, ale nie rozpamiętywać. To trudne doświadczenie, ale przeszłam przez nie. Mam w sobie ślady, ale nie rany.
Poradziłam sobie z tym najlepiej jak umiałam. Pomijam wiele szczegółów - aby nikogo nie wsypać. Dmucham na zimne. I uważam, że "nasza" ustawa aborcyjna jest niesłychanym świństwem. Ile kobiet nie ma pieniędzy, nie ma wyboru?
Imię i nazwisko do wiadomości redakcji
Nasze projekty
Eurostep
Baltic
Rodzina
przetrwalam
Pomoc
NEWW Conference
NEWW description
Studia nad spoleczną rolą płci
NEWW w regionie
Napisali o nas
Prawa autorskie   NEWW Polska ©  2001 - 2010   Ochrona danych
  English
Online  8
Piątek,  19 Marca, 2010