![]() |
Gdy emocje już opadły, jupiterów światła zgasły – relacja krytyczna z Kongresu Kobiet.
Nie nazywam go pierwszym, bo pierwszym nie jest, a historii zapominać nie wolno, tego samego zdania jest prof. Magdalena Środa. Nie oceniam, ale przytoczę fakty, sprawy które wymagają wyjaśnienia i wspólnej refleksji.
Nie liczyłam uczestniczek i nielicznych uczestników Kongresu Kobiet Polskich i nie ma to większego znaczenia. Sala Kongresowa w czasie obrad plenarnych prawie była zapełniona (bez balkonów), a jest tam o ile pamiętam 2 500 miejsc. Na korytarzach wolontariuszki, a więc mogło być razem ze studentkami na początku Kongresu około 3 000 uczestników, ale nie cztery tysiące.
Część plenarna przygotowana profesjonalnie w podniosłym nastroju, ciekawej choć skromnej scenografii. Kilka wartościowych wystąpień – prof. Marii Janion, prof. Olgi Krzyżanowskiej, Barbary Labudy, prof. Anny Fornalczyk, prof. Izabeli Cywińskiej, Izy Jarugi-Nowackiej, prof. Magdaleny Środy i Agnieszki Graff. Wiele odwołań, szczególnie w wystąpieniach Magdaleny Środy, do organizacji kobiecych, które wcześniej zostały wykluczone z możliwości współorganizowania Kongresu (w Komitecie Organizacyjnym 80% składu to warszawianki), a nawet udziału w panelach. Wyznaczono im, dalsze, drugorzędne role, a szkoda. Mocne słowa o transformacji, o zawiedzionych nadziejach, o wykluczeniu z demokracji. Dotyczy to jednak wybranej i „słusznej” grupy, całej reszty kobiet w tym nie ma! Byłam jednak pod wrażeniem kilku wystąpień, ale irytował mnie brak przygotowania jednej z Pań, prowadzącej panel plenarny, która myliła słowa, pojęcia i nazwiska. Wreszcie w niektórych wypowiedziach brak szacunku dla historii, a szczególnie dla historii feminizmu i ruchu kobiecego. Słyszałam: to Pierwszy Kongres Kobiet Polskich, to tu zaczyna się solidarność kobiet i ruch kobiecy – co było wcześniej i co jest teraz, ale osobno, to nie liczy się. Za dużo pychy, za dużo blasku i aureoli dla własnych inicjatyw…
Koncert Kory nostalgią w duszy grał. Wiele z nas, jak to pięknie ujęła Jolanta Kwaśniewska, chlipało ze wzruszenia, autorka tego tekstu również.
Dobrze wyreżyserowany spektakl, sprawnie działająca (nawet na Sali Kongresowej) firma PR. Zespolenie sił, żeby pokazać udział kobiet w transformacji. Henryka Krzywonos jako symbol „polskiej bogini wolności” i do tej części jesteśmy zgodne, przecież 5 czerwca pisałam do wielu z Was o wykluczeniu kobiet z transformacji. Rozczarowaniem są panele, które z nielicznymi wyjątkami były ocenione źle, nierzetelnie przygotowane i ujawniły wcale nie demokratyczne postawy. Odniosę się do tego, który najbardziej bulwersuje, dotyczącego udziału kobiet w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Słowa tam wypowiedziane trudne są do przyjęcia dla osoby, która od lat pracuje „w problemie” i uczestniczyła w opracowaniu Strategii Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Od kliku lat we współpracy z wieloma środowiskami orga nizowaliśmy konferencje, seminaria i debaty dotyczące partycypacji obywatelskiej kobiet… Powstały rekomendacje, wnioski, rezolucje, opisano bariery i możliwości rozwoju. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla uczestników panelu.
Agnieszka Graff, która uważa organizacje kobiece za zbędne, prawie destrukcyjne i niepotrzebne za chwilę przechodzi metamorfozę i z głównej sceny demokracji kobiet (tej właściwej) wysyła „płomienne róże” zyskując ogromny aplauz publiczności. Czy jednak przyjmujące wielką owacją Jej wystąpienie uczestniczki sesji plenarnej znały treść wypowiedzi wygłoszonej w czasie panelu? Myślę, że nie. Cenię Panią Graff ale nie rozumiem tej dwuznaczności….Zarzuca nam, że tworzyłyśmy sobie miejsca pracy w organizacjach pozarządowych, że nie pracujemy społecznie, itd.. Myślę, że Pani Graff nie wie, że zarządy stowarzyszeń to mandatariusze z wyboru i że, za pełnienie swojej funkcji nie pobierają wynagrodzeń, chyba że działają niezgodnie z obowiązującym prawem. Młoda kobieta, która przedstawiła się nazwiskiem Bochniarz stwierdziła, że ruchu kobiecego w Polsce nie było i nie ma, że wszystko liczy się dopiero od tego Kongresu. Trochę pokory, proszę Pani, trochę pokory i szacunku do historii…Gdyby tak było to pewnie Pani nie mogłaby wziąć udziału w tym przedsięwzięciu.
Kilkakrotnie poinformowano nas, że Kongres jest inicjatywą prywatną trzech Pań (Prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej, prof. Magdaleny Środy i Pani dr Henryki Bochniarz). Wielokrotnie podkreślano udział finansowy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Centrum Zasobów Ludzkich, a szczególnie Pani Minister Jolanty Fedak. W kuluarach, z wiarygodnych źródeł usłyszałam (nie tylko ja), że Kongres został dofinansowany przez MIPS kwotą 500 000,00zł. I tu zaczynają się niewygodne pytania: bo po pierwsze zgodnie z obowiązującą w Polsce ustawą prywatnego przedsięwzięcia tego typu MIPS i to w dodatku bez konkursu dofinansować nie mógł. Dotyczy to również Centrum Zasobów Ludzkich. Po drugie: kto wystąpił z wnioskiem o dotację, na jakie działania i dlaczego nie jest ta informacja upubliczniona. Informowano nas, że wszystko odbywa się dzięki społecznemu zaangażowaniu Komitetu Organizacyjnego, po co więc tyle pieniędzy wydał Minister MPiPS? Noclegi i dojazd opłacały uczestniczki (no może z wyjątkiem grup zorganizowanych, które były sponsorowane z funduszy regionalnych lub lokalnych), kolację sponsorowały firmy, wynajem Sali Kongresowej prawdopodobnie Biuro Prezydenta Warszawy, o jakie wydatki więc chodzi… Zostałam upoważniona przez organizacje kobiece (niektóre upoważnienia mam na piśmie) do oficjalnego postanowienia tych pytań, co niniejszym czyni ę i mam nadzieję, że Pani Minister i Pan Dyrektor Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich upubliczni informacje i rozwieje nasze wątpliwości.
Postulaty, jest ich wiele i nie różnią się niczym od tych zebranych na konferencjach i spotkaniach kobiet. Zgłaszamy je od dawna, wysyłałyśmy często do Jolanty Kwaśniewskiej i innych Pań z prośbą o poparcie i często trafiałyśmy na mur obojętności i zmowę milczenia. Życzę jednak powodzenia, być może demokracja uczestnicząca jest zastrzeżona dla wybranych i nas i mnie to nie dotyczy.
Raporty, zapowiadano dwadzieścia ale znalazłam tylko fragmenty niektórych w publikacji Kongresowej, może dopiero powstaną…
Biuro Kongresu z tak ambitnym planem musi przyjąć jakąś formę prawną inaczej nie może reprezentować i zbierać funduszy. Czy będzie nowym stowarzyszeniem, fundacją, spółką PR…Czy ktoś odpowie na te pytania…?
Zgadzam się z dwoma podstawowymi postulatami Kongresu, które pozostają w zgodzie z dotychczasową działalnością i „walką” środowisk kobiecych w Polsce. Pozostałe zaliczam do działań szczegółowych, które mogą być zrealizowane jeśli osiągniemy dwa pierwsze.
style="text-align: justify; line-height: 150%;">
W konkluzji: rację ma Pani Agnieszka Graff, że „siostrzeństwo i jedność ponad podziałami to utopia a solidarność między kobietami to wyzwanie” a ja dopisuję: rzecz niemożliwa jeśli odbiera się innym prawo do uczestniczenia w demokracji.
To były igrzyska, piękne igrzyska. Ale kobiety oprócz igrzysk potrzebują codziennego, powszedniego chleba. Zabierajmy się więc Panie do pracy…może magia Waszych nazwisk zamieni nasz codzienny znój w zwycięstwo i sukces?!
Nie zawłaszczajcie jednak przestrzeni politycznej, którą powoli odzyskujemy, bo jest tam również miejsce dla nas… dla tych, których udział w transformacji i rozwoju społeczno – obywatelskim został przez Panie niedostrzeżony.
Nie wyklucza to jednak w przyszłości konstruktywnej współpracy dla osiągnięcia wspólnych celów.
Dwadzieścia lat temu uwierzyliśmy, że demokracja jest sprawiedliwym ustrojem, że mamy szansę na rozwój i zwiększenie naszego udziału w obszarach decyzyjnych. Pracowałyśmy ciężko z dużym zaangażowaniem. Wiele z nas osiągnęło sukces, ale generalnie sytuacja kobiet w Polsce nie zmieniła się na lepsze na poziomie politycznym.
Jeszcze słychać fajerwerki, głośne toasty wokół, a przecież w tłumie świętujących nie ma kobiet. Znów o nas zapomniano.
Wznoszę więc toast za Wasze zdrowie, za Waszą obecność w Europie, za bezimienny trud i zaangażowanie w realizację przedsięwzięć wielkich i małych, za piękno, które czynicie każdego dnia, za Waszą obecność wszędzie tam, gdzie jest niezwykle trudno, za Was dla, których zabrakło miejsca na Kongresie i które z różnych przyczyn nie mogły wziąć w nim udziału.
Renata Berent – Mieszczanowicz
Prezeska
Polskiego Lobby Kobiet